Rektor powinien być menedżerem
Wiadomości | Badania i Rozwój 2009-10-15 10:06:43
Artykuł archiwalny
Ten artykuł jest starszy niż 12 miesięcy.
Rozmowa z Dominikiem Antonowiczem, doradcą ministra nauki i szkolnictwa wyższego, doktorem socjologii, wykładowcą na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. JEst stypendystą Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, współpracuje m.in. z holenderskim Uniwersytetem w Twente.
Katarzyna Bartman:
W tym roku to brytyjski Cambridge, a nie amerykański Yale jest drugą najlepszą uczelnią na świecie. Rzecznik prasowy Cambridge tłumaczy ten sukces tym, że szkole udało się przekonać potężne koncerny, by otworzyły u nich swoje centra badawczo-naukowe. A jak jest na polskich uczelniach z umiejętnością pozyskiwania partnerów biznesowych?
Dominik Antonowicz:
Umiejętność pozyskiwania partnerów w gospodarce wymaga przede wszystkim mentalnej zmiany, dostrzeżenia faktu, że nauka i gospodarka potrafią odnaleźć wspólny język. Tam, gdzie zespoły badawcze współpracują z gospodarką, tworzy się nowy typ wiedzy, która ma przede wszystkim charakter interdyscyplinarny i aplikacyjny. Badaczy łączy wspólny obszar badań, a nie biurokratyczne przypisanie do określonej dyscypliny. Tymczasem większość polskich uczelni tkwi w XIX-wiecznym podziale nauki, w którym ważniejsze od rozwiązywania rzeczywistych problemów jest odpowiednie usytuowanie się w ramach danej dyscypliny. Interdyscyplinarność zbyt często traktowana jest jako wypowiedzenie posłuszeństwa istniejącemu porządkowi w polskiej nauce.
Dlaczego polskie uczelnie publiczne mają problemy z pozyskiwaniem środków finansowych na rozwój?
Gospodarka rynkowa w Polsce jest bardzo młoda i dominują w niej małe i średnie firmy, które nie dysponują kapitałem wystarczającym na badania i rozwój. To jednak tylko część powodów, dla których firmy nie inwestują w badania na polskich uczelniach. Z jednej strony brak jest fiskalnych bodźców, a z drugiej strony zrozumienia, że firmom należy zaoferować coś konkretnego, coś, co pozwoli uzyskać im przewagę konkurencyjną na rynku. Skutkiem tego są niedofinansowane uczelnie i deficyt miejsc pracy dla wysoko wykwalifikowanej kadry.
Skąd pomysł ministerstwa nauki, by rektorami wyższych szkół publicznych zostawali menedżerowie? Jak takie rozwiązania sprawdzają się w szkołach niepublicznych? Jakie korzyści może mieć uczelnia publiczna z powołania rektora menedżera? Czy faktycznie może jej grozić komercjalizacja oraz obniżenie poziomu badań naukowych i nauczania?
Więcej: Dziennik Gazeta Prawna 15.10.2009 (202) – str. C9
Pełna wersja wiadomości prawno-gospodarczych – czytaj na gazeta prawna.pl.




